Obecnie czytam:


|

|
|
2012-01-15
O tym jak uwielbiam szukanie pracy w tym kraju
|
Kilka ladnych miesiecy temu gdy dopiero co przyjechalam do tego pieknego kraju uslyszalam co nastepuje (wielokrotnie i w kilku wersjach): Ty z Twoim wyksztalceniem i doswiadczeniem zawodowym na pewno za chwile znajdziesz prace. Tylko potrzebujesz pozwolenia. Jakiez to budujace!
Przez pierwsze kilka tygodni, jeszcze nieco zestresowana bo przeciez niemowiaca, szukalam. Pod haslami "polski" i "angielski" znalazlam kilka interesujacych mnie pozycji. Napisalam. I na tym stanelo. Nikt nie chcial ze mna rozmawiac. Nikt. Raz wprosilam sie na rozmowe do polskiego sklepu, skad wyszlam po 5 minutach, bo na pierwsze pytanie odpowiedzialam "nie". Pytanie brzmialo: Czy jest pani Niemka.
Szybko wyszlo na jaw, ze bez pozwolenia nie dostane pracy, bo choc sytuacje mozna odwrocic (tzn. dostac prace, a pozniej pozwolenie) to pracodawcy nie sa tym zainteresowani. Za duzo zachodu. Zainwestowalismy wiec w moj niemiecki. Zrobilam intensywny kurs i nagle, nie wiedziec kiedy zaczelam mowic. Czas plynal dalej, a mnie nadal nikt nie chcial dac szansy.
1 kwietnia wyszlam za maz i pierwsze co zrobilam gdy slubny gwar ucichl to skontaktowalam sie z UP by dociec gdzie moge odebrac pozwolenie na prace. Reakcja pani po drugiej stronie sluchawki: ale jakie pozwolenie? Nie ma pozwolenia. Prosz pani, gdyby pani byla dajmy na to inzynierem albo lekarzem to tak, ale z pani wyksztalceniem... Oczywiscie gdy zrezygnowany czlowiek mowi, ze wezmie sprzatanie czy pojdzie na kase slyszy, ze w takim wypadku pozwolen nie przewidziano.
Problem minal w maju, bo jako czlonkom Unii zaczelo nam przyslugiwac prawo do pracy. I juz? Ale gdzie tam. Opcje sa dwie: mozna do konca zycia sprzatac lub zrobic Ausbildung. Czyli trzyletnie przygotowanie do pracy polegajace na praktycznym i teoretycznym uczeniu sie zawodu. Pomyslalam: zrobie! A co mi tam. Ambicje mam, sile poki co tez.
Na chwile obecna szukam od roku... Tymczasem zadowalam sie moja wybitnie niefajna praca. W UP obsmiali sie (doslownie!) na moj widok. Jak to, w tym wieku Ausildung? Jestem za stara i mam za duze doswiadczenie. Wiec moze zaoferuja mi panstwo prace? Niestety, na prace mam tym razem doswiadczenia za malo. W ten oto sposob zostalam sobie z problemem sama.
Dopiero na koncu trafilismy z mezem na pewna organizacje, ktora zdecydowala sie mi pomoc. Izba handlowa. Napisalam test (niemiecki, angielski, matematyka, kultura, inteligencja, ekonomia, geografia, polityka) i... zdalam! Jutro drugi etap kwalifikacyjny w pewnej bardzo ciekawej firmie, ktora polecila mi wlasnie izba. Kazdy jeden zacisniety kciuk sie liczy!
A przy okazji polecam szukanie pracy w Niemczech tym, ktorzy mysla ze przyjada i zrobia od reki kariere... |
|
Myśli skojarzone:
2
|
|
2012-01-08
Calkiem nowa ja czyli co bylo, a czego juz nie ma
|
Trzy lata to duzo i malo. Te ostatnie trzy lata to szmat czasu, mnostwo zmian, nowosci. Ale poprzednie trzy to w zasadzie chwila. Wciaz to samo, bez uniesien, bez wielkich sukcesow czy porazek. Siedzac teraz przed komputerem mysle sobie, ze i tak nie zdolam wszystkiego zapisac. dni pedza jeden za drugim, a tu tyle jeszcze do nadrobienia! Dlatego dzis w formie podsumowania "bylo - jest" by to nieco ogarnac.
Bylo: Byl J., narzeczenstwo, zakupiona dzialka, watpliwosci, marudzenie, wieczne niezadowolenie ze zwiazku, zastanawianie sie czy to jest to, stagnacja, nuda, pisanie na blogu, ze jestem nieszczesliwa. A do tego jak piekna wisienka na wstretnym torcie byla praca - fantastyczna, satysfakcjonujaca, w gronie ciekawych ludzi.
Jest: M., juz od jakiegos czasu jako maz, pelnia szczescia, obcy kraj, nowe znajomosci, wiecej energii, stuprocentowa pewnosc, ze to jest to, codzienny usmiech od meza, wsparcie, milosc, zrozumienie i zaufanie. Naturalnie sa tez "ale", m.in. kiepska, ciezka i smiesznieplatna praca, malo czasu, malo znajomych, dzialka w Polsce, z ktora sa same prolemy itd.
Podsumowanie: jest jak jest, ja jestem szczesliwa. Mam u boku kogos, kto wynagradza wszelkie inne trudy, codziennie i na milion sposobow. Mam rodzine, ktora w zwiazku z tesknota za mna jakby bardziej mnie kocha, mam obok (czasem niestety tez tylko w przenosni) fantastyczne, cieple i kochane osoby, nie wiem jak kiedys bez nich zylam. Mam tez plany co do swojej osoby. Wiem czego chce, walcze o swoje, ucze sie wielu nowych rzeczy, podejmuje wyzwania, ktore w Polsce byly nie do pomyslenia. Jest dobrze!
Plan na dzis: pisanie podan. Trzeba zakasac rekawy i do dziela! Marzenia sie same nie spelnia. ;)
|
|
Myśli skojarzone:
14
|
|
2012-01-01
Jak to sie stalo, ze zatesknilam?
|
Obudzilam sie z mysla, ze musze, po prostu musze zajrzec na bloga. Jest to zastanawiajace biorac pod uwage fakt, ze ostatnio bylam tu trzy lata temu, a od tej pory blog zimowal sobie ukryty przed oczami i klawiaturami odwiedzajacych. To dziwne uczucie, ze trzeba tu przyjsc, trzeba przesledzic swe wlasne losy (czyta sie to jak obca historie!), trzeba posprzatac i coz, moze trzeba i cos napisac. Zaczelam niewinnie, usuwam sobie spam w najlepsze. Po co mozna by zapytac - skoro i tak blog nie funkcjonuje. Ale moze jednak zacznie...
Gdybym chciala napisac co u mnie to zapewne siedzialabym do jutra, a notki nikt by nie przeczytal bo jej dlugosc powalalaby na kolana na wstepie. Dlatego powiem tylko, ze sprobuje tu porozrabiac. Zobacze czy dam rade wystukac czasem kilka slow, czy bedzie mi to sprawialo przyjemnosc jak kiedys i czy w ogole znajde na to czas.
Tymczasem wracam do noworocznych porzadkow, wyczyszcze ksiege gosci, zaktualizuje liste blogow. Po trzech latach zapewne niewiele z tego zostalo... |
|
Myśli skojarzone:
5
|
|
2009-02-17
To już jest koniec
|
Gdy wracałam do tego bloga pod koniec ubiegłego roku miałam w planach kontynuację aż do ślubu, a może dłużej. Ale nie ma już J. NIe ma planów, nie będzie domu ani ślubu. J. wciąż myśli, że to głupi żart, że zmienię zdanie. Nie umiałabym mu tego zrobić - wrócić jak do produktu zastępczego.
Jestem szczęśliwa z M. Wiem, że J. cierpi, ale staram się pomagać mu jak mogę. Nie odwracam się od niego, robię to, o co mnie poprosi. Nie umiem określić czy mu pomagam czy szkodzę, on twierdzi, że jest ok.
Tak więc życzę Wam wszystkim tego co w życiu najlepsze. Życzę by Wasze marzenia jedno po drugim stawały się rzeczywistością, ale by zawsze było coś niezrealizowanego, za czym można tęsknić. Niech życie stawia przed Wami wyzwania, ale takie, którym można sprostać. I niech Wasze decyzje będą trafne, bo to jest naprawdę ważne.
Do zobaczenia na nowym blogu, o ile takowy zaistnieje :) |
|
Myśli skojarzone:
15
|
|
2009-02-04
Gdy powie się a....
|
 Zrobiłam to, naprawdę to zrobiłam. Pojechałam daleko, spróbowałam czegoś nowego. Zaryzykowałam i... udało się? Cztery najpiękniejsze dni mojego życia, cztery dni zapomnienia, spontanicznej radości, odkrywania miasta i nie tylko. Fascynacja kimś niesamowitym...
A teraz czas na poważną rozmowę z J. Z tym, z którym spędziłam pawie 6 lat. Jak można po takim czasie odkryć, że to nie to? Czy oszukiwałam jego i siebie czy dopiero obecność M. sprawiła, że przestałam to czuć?
Boję się wieczoru, łez, krzyku i wyrzutów. Boję się, że to go bardzo zaboli. Ale czy można powiedzieć komuś do widzenia po kilku latach bez bólu?
PS. W domu awantura. Jestem głupia, niepoważna, palę za sobą mosty i drugiego takiego jak J. nie znajdę. Wiem o tym. Mama niemal z płaczem mówi, że ona J. w oczy nie spojrzy, że myślę nie tą częścią ciała co trzeba itp. Katagorycznie żąda zdjęć M., ale poznać go nie chce. Teraz to już na pewno będzie mi łatwo... |
|
Myśli skojarzone:
21
|
|
2009-01-27
No co jest?
|
Nie jem, nie śpię i ledwo pracuję. No i co się dzieje? I cały czas myślami jestem gdzie indziej. Błąd na błędzie, problem za problemem, to mi nie ujdzie na sucho. Oj, na pewno nie.
3,5 dnia. A później? Później niebo. Albo piekło. A na pewno stres, strach, wahanie. Nawarzyłam piwa? Już piję... |
|
Myśli skojarzone:
12
|
|
2009-01-22
Cud?
|
Jestem szczęśliwa. Jak prosto to powiedzieć, a jak trudno opisać. Jestem przeokrutnie szczęśliwa. Brak na to słów. Szczęście rozpiera mnie od środka. I za to dziękuję...
Nie wiem na ile starczy mi energii, nie wiem kiedy to minie, ten dziwny stan, to, że rano wstaję z radością i jak na skrzydłach biegnę do pracy, a tam do wszystkich się uśmiecham, oby jak najdłużej!
I Wam też tego życzę :) |
|
Myśli skojarzone:
16
|
|
2009-01-18
Nie będzie o M.
|
Dziękuję za zainteresowania, za pytania o M., ale nic już o nim nie napiszę. Z wielu powodów, między innymi dlatego, że nie chcę by czytał to ktoś, kto nie powinien, ale także dlatego, że nie chcę być oceniana. Już mój najlepszy przyjaciel powiedział mi, że jestem idiotką i zasłonił się męską solidarnością. Poza tym to dla mnie coś tak cennego, że po prostu boję się że mogę to stracić. Nie wiem czemu pisanie o nim utożsamiam z jego stratą...
Ale na pewno napiszę jak było w wielkim mieście. Przygodo życia, oto nadchodzę! |
|
Myśli skojarzone:
15
|
|
2009-01-16
Upierdliwa
|
Dziś stwierdziłam, że jestem upierdliwym pracownikiem. Z nudów (no niestety, czasem i tak bywa) grzebię w komputerze i odkrywam błędy. Nie swoje ma się rozumieć.
Wczoraj czytałam maile, z których jeden nie był skierowany do mnie. Tak się akurat złożyło, że tytuł mnie zaciekawił, a że wszystkie, które pracujemy dla tego klienta mamy wspólną skrzynkę, to sobie przeczytałam. Zaniepokoił mnie, popatrzyłam uważniej na konto i stwierdziam, że błąd jest. O dziwo, był naprawdę! Nie usłyszałam "dziękuję", ale po chwili na skrzynkę przyszedł mail unieważniający ten poprzedni. Dziś weszłam na konto dostawcy ot tak, by sobie popatrzeć. Błąd oczywiście sam się znalazł jak kliknęłam w jedną z faktur. Całkiem przypadkowo!
Dziewczyny zaczynają na mnie dziwnie patrzeć. Aika kontroler ;) |
|
Myśli skojarzone:
14
|
|
2009-01-10
Żałosna próba tłumaczenia
|
W związku z tym, co dziś zrobił J. przyszła mi do głowy pewna myśl... Chyba naprawdę będzie to żałosna próba tłumaczenia się przed samą sobą, ale i resztą świata...
J. opowiedział o całej sytuacji swojemu przyjacielowi. Przyjaciel opowiedział żonie. Żona (swoją drogą bardzo przeze mnie nielubiana) zadzwoniła do J. z zapytaniem co takiego zrobił. Pomijając już fakt, że generalnie nie popieram wchodzenia w moje życie z butami (w szczególności jeśli chodzi o nią) to wiem praktycznie na 100%, że w poniedziałek mi się oberwie. Mam przyjemność pracować z dziewczynami, które są żonami/narzeczonymi przyjaciół J., a jednocześnie dobrze znają wyżej wymienioną. Tak więc w moim negatywnym (ale jakże realistycznym!) scenariuszu dziewczyny się kontaktują, a ja w poniedziałek mam nagonkę...
Niby nic dziwnego, przyjaciele będą bronić J. Rzecz normalna. Problem w tym, że za mną nie stanie nikt. Do tej pory tego chyba nie widziałam, a może po prostu nie przeszkadzało mi to, ale teraz... Ja nie mam przyjaciół... Jedną osobę po drugiej traciłam na rzecz przyjaciół J., bo nie było na tyle dużo czasu, by spotkać się ze wszystkimi. Nie przeszkadzało mi to, nie planowałam przecież rozstania. Teraz, gdy w mojej głowie narodziły się wątpliwości co do prawdziwego uczucia łączącego mnie z J. nie mam z kim o tym porozmawiać. Póki co radzę sobie sama, chyba jeszcze nie nagromadziły się we mnie emocje... ale kiedy nadejdzie moment by ostatecznie się pożegnać nie dam sobie rady... Nie wiem dlaczego po 6 latach nagle się obudziłam. Głupota ludzka nie ma granic, a tu przykład - cała ja... |
|
Myśli skojarzone:
14
|
|
Drogi Gościu, tu zaznacz, że byłeś
|